niedziela, 16 września 2018

Powrót?

Cześć!
Dajcie znać w komentarzu, czy ktoś tu jeszcze zagląda, bo mam ochotę ot kontynuować.
Statystyki mówią o tym, że coś się dzieje, ale pozwólcie mi się upewnić!

piątek, 12 lutego 2016

Rozdział 10. Czyli co to jest za bestia!

Fabian

Następnego dnia rano, po całym dniu niańczenia Pencheva pojechałem do Krakowa. Zadzowniłem wcześniej do taty nieudolnie tłumacząc dlaczego muszę denerwować moja kochaną rodzicielkę i zawitać dopiero na kolację, a nie na obiad jak obiecałem kilka dni wcześniej. Ale w końcu byłem już dużym chłopcem. Wykorzystałem informacje od Pencheva, który czasami się jednak na coś przydaje i po kilku godzinach stałem przed odpowiednik blokiem. Dzięki uprzejmości, lub nie (sądząc po wzroku) jakiejś pani babci wślizgnąłem się do klatki. Uznałem, ze może z tego wyjść nawet niezła niespodzianka. Nie brałem wtedy pod uwagę, że może jej na przykład nie być lub może odsypiać po imprezie. Ale jak to mówią niosło mnie jak na skrzydłach... Czy coś takiego. Niestety nie jestem dobry w przysłowia. Niko jest lepszy. Nawet w tych polskich. Szczególnie wtedy, kiedy tworze nowe, przekręcając wyrazy. A z tego powstały już w klubie legendy. Szybko dotarłem na trzecie piętro i stanąłem przed drzwiami z numerem 17. Poprawiłem mimowolnie włosy i krótko przytrzymałem mały dzwonek po prawej stronie drzwi. Byłem lekko rozczarowany gdy drzwi otworzyła brunetka, a nie blondynka. przyznaję, tego nie przewidziałem.
- Cześć - rzuciłem głupio i popatrzyłem w te zdziwione oczy zaspanej dziewczyny.
- He... hej. Cześć. Cześć Fabian. - wymamrotała szybko, drapiąc się po głowie i spoglądając na swoje nogi - wybacz, jeszcze... eee... śpię? - uśmiechnęła się lekko.
- Nie przejmuj się. Jest Izka? - spojrzałem za jej ramię a ona podążyła tam swoim wzrokiem.
- No jest. - powiedziała i nie ruszyła się z miejsca.
- A mogę ją zobaczyć? - zapytałem nie pewnie. Dziewczyna zaśmiała się nerwowo i puknęła sobie dłonią w rękę.
- Wybacz, mówiłam, że śpię. Wchodź. - pociągnęła mnie za rękę w głąb mieszkania. Kierując się za brunetką stanąłem przed drugimi drzwiami na prawo. Wika lekko w nie zastukała i nacisnęła na klamkę.
- Cześć Izka. Masz... - urwała na chwilę a ja wszedłem za nią do pokoju – gościa.... - dokończyła. Zobaczyłem Izkę leżącą w łóżku z jakimś innym facetem. I w tamtej chwili momentalnie zrobiło mi się głupio, że tak potraktowałem Pencheva, bo sam poczułem się teraz jakby ktoś przywalił mi patelnią w tył głowy. Spojrzałem w przestraszone oczy Izy i bez słowa odwróciłem się na pięcie. Musiałem stamtąd jak najszybciej wyjść... Nawet nie dosłyszałem słów jakie w pośpiechu wypowiadała Iza.


Izka

Myślałam, ze w tamtym momencie serce mi wyskoczy. Owinęłam się tym pod czym spałam i wybiegłam na korytarz, szczęśliwie o nic się nie potykając.
- Fabian! - krzyknęłam za szybko poruszającym się siatkarzem. Zdązyłam złapać go za nadgarstek przed samymi drzwiami wejściowymi. Włożyłam w to całą siłę, ale udało mi się jednym szarpnięciem odwrócić go w moją stronę – hej, poczekaj – zaczęłam.
- Chcę stąd wyjść – cedził przez zęby
- Dobrze, zaraz. Ale poczekaj. Tego chcesz? Wyjść, złościć się nie wiedząc nawet jaka jest prawda? - spojrzałam w te jego oczy i miałam nadzieję, że pozwoli mi to wyjaśnić. - wiem, że to banalne, ale to naprawdę nie tak jak myślisz. Mam logiczne, proste i prawdziwe wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Poza tym jest Bartek – mówiąc to machnęłam głową w stronę pokoju – wyjaśnimy Ci to razem. - wyraz jego twarzy zaczął się zmieniać a ja powoli się uspokajałam. - proszę Cię. Wysłuchaj mnie. A później zrobisz z tym co będziesz chciał...
- No dobrze... - rzucił krótko po długiej chwili namysłu a ja pisnęłam cicho i rzuciłam mu się na szyję. Fabian odstawił mnie na ziemię i przejechał swoim spojrzeniem po moim ciele. Wtedy uświadomiłam sobie, że jestem ubrana w piżamę z misiem...
- Chyba... powinnam się ubrać. Daj mi chwilę – uśmiechnęłam się ciepło i zaprowadziłam siatkarza do kuchni. - napijesz się czegoś?
- Gdybym mógł prosić kawę... Szczerze mówiąc jeszcze jej dziś nie piłem.
- Jasne – wstawiłam wodę, wyjęłam dwie szklanki z szafki i nasypałam sporą ilość mojej ulubionej kawy karmelowej. - zaraz wracam – rzuciłam i szczęśliwa pobiegłam do łazienki.


Fabian

Nie wiem co było w tej dziewczynie, że nie potrafiłem ani przez chwilę się na nią gniewać. Gdyby to była jakakolwiek inna osoba wyszedł bym trzaskając drzwiami. A ona? Robiła ze mną co chciała. Nawet się nie zająknęła. A ja stałem jak ta dupa i czułem się zażenowany, że w ogóle pomyślałem o tym żeby wyjść bez wysłuchania jej wyjaśnień. Cholera. Niebezpieczna bestia. Ale muszę przyznać w tej piżamie wyglądała nieziemsko. Rozczochrane włosy i brak makijażu oddawały jej niezwykła naturalność. A ja czułem jak coraz bardziej się w tej drobnej istocie zakochuje...

Z zamyśleń wyrwał mnie odgłos czajnika, który domagał się o zdjęcie z ognia. Podniosłem się więc z krzesła, na którym siedziałem i zalałem dwa kubki wrząca wodą. Zapach karmelowej kawy uderzył w moje nozdrza i od razu poczułem przypływ energii. Postawiłem napoje na stole i w tym samym czasie usłyszałem odgłos odkręcanej wody pod prysznicem. Moje myśli od razu powędrowały do osoby, która ten prysznic brała...
- Hej Romeo, widzę o czym myślisz – usłyszałem głos Wiki, która widząc moją minę zaczęła się śmiać
- Wiec i ty o tym myślisz – powiedziałem spokojnie i uśmiechnąłem się do dziewczyny. Brunetka wyciągnęła z szafki ogromny kubek z pingwinem i wrzuciła do niego saszetkę mięty, którą następnie zalała wodą z czajnika. Wzięła naczynie w obie ręce i usiadła na przeciwko mnie. - wiec po co przyjechałeś?
- Nie mogę Ci powiedzieć – odparłem po chwili i własnie wtedy przypomniało mi się, że muszę pogadać z Izką o tejże właśnie malej brunetce. A także uświadomiłem sobie, ze jestem na nią zły. Starałem się jednak tego nie pokazywać bo trochę się bałem, że potrafi ze mnie czytać jak z otwartej księgi. Przynajmniej takie sprawiała wrażenie. A to było przerażające. - spojrzała na mnie podejrzliwie a ja probowalem się uśmiechnąć. Jeśli coś podejrzewała to nie dawał tego po sobie poznać w żaden sposób. Kompletnie nie mogłem jej rozgryźć.
- Co u Twojego kolegi? - zapytała, lekko ściągając swoje nienaturalne brwi.
- Pytasz o Niko? - udałem zdezorientowanego, ale muszę przyznać, że nie do końca spodziewałem się tego pytanie tak szybko. Wika nie powiedziała, ale zamiast tego zrobiła minę, którą zdecydowanie potrafiłem odczytać. Brzmiała mniej więcej tak: "jesteś tak głupi, czy tylko udajesz?" - no więc... - zacząłem i podniosłem kubek do ust. - w porządku. - rzuciłem i zacząłem powoli sączyć kawę, która była naprawdę dobra.
- Kłamiesz – rzuciła, i roześmiała się. Nie wyczułem w tym ani grama nerwowości.- Dlaczego tak uważasz? - kolejny raz mi nie odpowiedziała, tylko pościła oczko i wstała od stołu. A ja domyśliłam się, że mówi o tym samym o czym opowiadał mi roztrzęsiony Penchev wczoraj rano. Jednak to nie był czas żeby o tym myśleć, do kuchni weszła bowiem Izka, jeszcze piękniejsza niż przed prysznicem. Uśmiechnęła się do mnie słodko i musnęła mój policzek swoimi ciepłymi wargami... A ja zacząłem powoli się roztapiać...


Do momentu aż do kuchni wszedł niejaki Bartek – człowiek, który spędził noc z dziewczyną moich marzeń...



_________________________
I jest!!! <3 Kolejny też już prawie! :) A teraz... idę odsypiać ciężki tydzien.


~Ivy

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 9. Czyli to nie tak jak myślisz

Fabian

Stałem pod domem Izy jeszcze długo po tym jak zniknęła za drzwiami, obdarowując mnie ostatni raz tym swoim pięknym uśmiechem. Nie wiedziałem co dokładnie czuje. Wiedziałem, że Iza jest kobietą, która strasznie mi się spodobała. Była dojrzała a jednocześnie taka dziewczęca, swobodna. Wyczułem, że jest osobą wrażliwą. Można to wywnioskować ze sposobu w jaki mówiła o swoijej rodzinie i przyjaciołach. I do tego jej wygląd... Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu. Wyciągnąłem sprzęt z kieszeni i przesunąłem palcem po ekranie.
- Cześć tato - rzuciłem do słuchawki jednocześnie ruszając się z miejsca i kierując w stronę domu. 
- Cześć synu. Jak się czujesz? - usłyszałem głos zatroskanego ojca. 
- W porządku. Wracam do domu. Co u Was? 
- Dobrze, dobrze. Tomek z Gosią przyjeżdżają na weekend i tak myślałem z mamą, że też wpadniesz.
- Jasne, nie ma sprawy tatku. 
- To dobrze. Dobrze. Muszę kończyć. Mama mnie woła, robi pierogi - powiedział tata a ja niemal widziałem jego zmordowaną minę. Kuchnia to zdecydowanie nie był jego teren. Zaśmiałem się.
- Jasne, ucałuj mamę, do zobaczenia - rzuciłem i rozłączyłem się. 

Dziesięć minut później byłem już pod swoim blokiem. Wszedłem po cichu do mieszkania i zrzuciłem buty w przedpokoju. Skierowałem się prosto pod prysznic. Zdjąłem brudne ciuchy i niechlujnie włożyłem do kosza na brudną bieliznę a sam wpakowałem się do wanny, którą wcześniej napełniłem gorącą wodą, do której dorzuciłem niebieską sól, którą dostałem od babci na urodziny. Niwiele myśląc zanurzyłem się cały w gorącej wodzie licząc jak długo jestem w stanie wstrzymywać oddech. Jednak nie potrafiłem się na tym skupić. Cały czas miałem przed oczami te kolorowe tęczówki i długie włosy. Wynurzyłem się i leżałem tak jeszcze bezczynnie jakiś czas. Dopiero po tej chwili umyłem dokładnie całe swoje ciało. 

Wychodząc z łazienki owinąłem się w ciepły szlafrok i z laptopem pod pachą powędrowałem do kuchni. Położyłem sprzęt na blacie i uruchomiłem go. Lapek zabuczał cicho i załączył. Zdecydowanie muszę pomyśleć o wymianie sprzętu. Kiedy mój staruszek dochodził do siebie otworzyłem lodówkę, wyjąłem z niej podstawowe produkty i wstawiłem wodę. Zanim zacząłem przygotowywać kolacje pośpiesznie włączyłem facebooka i zalogowałem się, po czym wróciłem do mojego żarcia. Po zaparzeniu herbaty wróciłem na krzesło i przejrzałem przelotnie portal społecznościowy. 3 wiadomości od Niko. I nic więcej. Kika zdjęć mojej byłej. Nuda. Niewiele myśląc zamknąłem laptopa, dokończyłem kolacje i dopiłem herbatę. W sypiali po ubraniu bokserek rzuciłem się na łóżko i wspominając dziewczynę, w której byłem zakochany po uszy odpłynąłem w objęcia Morfeusza. 


Izka


- Oszaleliście?! - wydarłam się widziąc dwie postacie w moim łóżku - w moim łóżku?! W mojej pościeli?! - krzyknęłam jeszcze bardziej zirytowana - Jesteście okropni! Ohydni! Wynocha mi stąd! - Wika i Kuba parzyli na mnie swoimi przestraszonymi, dużymi gałami. Miałam ochotę ich pozabijać. 
- Izka, ale czekaj - zaczęła Wika - my Ci wszystko wyjaśnimy... - spojrzałam tylko posępnie na moją przyjaciółkę i wyszłam trzaskając drzwiami.
- Ubierzcie się! - krzyknęłam i poszłam do kuchni. Nastawiłam wodę, wrzuciłam torebkę mięty do kubka i usiadłam przy stole z podkulonymi nogami. Nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Nie tyle było mi przykro, że stało się to, co się stało ale zabolało mnie to, że oboje to przede mną ukrywali. Niewiele myśląc wyłączyłam gaz, naciągnęłam trampki i wyszłam na dwór. 


Ostatnie promienie słońca pieściły moje ciało. Założyłam na nos przeciwsłoneczne okulary. Nogi poniosły mnie do parku. Usiadłam na najbardziej wysuniętej na południe ławce i zamknęłam oczy. Tęskniłam za domem. Wiedziałam, że od nowego roku otwierają w Rzeszowie kierunek lekarski ale nie wiedziałam jeszcze czy z tego skorzystam. Wiele energii i poświęcenia kosztowało mnie dostanie się do Krakowa. Nigdy też nie wiadomo czy później ewentualnie dałabym rade tam wrócić. Poza tym... Bliżej moich ukochanych górach. Tak dawno już nie byłam w Tatrach. Obiecałam sobie, że musi się to zmienić. I w głowie powoli rysowały mi się konkretne plany wyjazdu. Samotnie? przez chwilę brałam to pod uwagę, ale w Tatry zawsze mam towarzysza. Byłam pewna, ze mi nie odmówi. Zalicze tylko ostatnie egzaminy i postawie to przed faktem dokonanym... Chyba mi wybaczy. Biorąc ostatnie głębsze wdechy poczułam burczenie w brzuchu - najwyższy czas, żeby wracać.

Wieczorem w milczeniu spakowałyśmy z Wiką walizki i pojechałyśmy na pociąg. Kuby już nie spotkałam. Albo wyszedł albo zaszył się w swoim pokoju nie wystawiając z niego nosa. Tata odstawił nad na pociąg, ucałował jak dwie rodzone córki - tak zawsze tak Wikę traktował i wcisnął nam ostatnie słoiki od mamy. Kątem oka widziałam jak przyjaciółka zerka na mnie niepewnie. 
- No nie znęcaj się już tak nade mną - rzuciła się na mnie Wika kiedy już byłyśmy w pociągu - no Izka. Przepraszam Cię bardzo, ale proszę Cię. Dobrze wiem, że umierasz z ciekawości! - no dobra. Tu mnie miała skubana. Tak naprawdę od samego początku nie mogłam wytrzymać z ciekawości i tylko czekałam aż ją napade. 
- No dobra to mów! - wybuchnęłam i przytuliłam przyjaciółkę. I tak przez całą drogę do Krakowa słuchałam jaki mój brat jest cudowny, kochany, uroczy, czuły i jak bardzo nie wiedzieli jak mieli mi to powiedzieć. 
- Nie wiedzieliśmy czy będziesz się czuła urażona. W końcu brat i najlepsza przyjaciółka. Czy to nie zdrada? - spojrzała na mnie tymi dużymi ślepiami, które tyle o mnie wiedziały.
- Głupku. Zdradą jest to, że to przede mnie ukrywaliście. 
- A co z Kubą? 
- Jak to co z Kubą? Nic z Kubą, ale moja droga ja mam lepsze pytanie. Co z tym Bułgarem?


Fabian 

Chyba powinieniem przyzwyczajać się do tego, ze Niko staje się moim budzikiem. Nie wiem czy on ma zaburzony cykl biologiczny czy jaki jest jego problem ale nie przejmuje się, że normalni ludzie o godzinie 5 rano śpią bo chcą odpocząć. Uciążliwe dobijanie się do drzwi i jęczenie mojego ciemnego kolegi zagłuszało nawet nucenie pod nosem. Rada była jedna... Musiałem wstać. Poczłapałem więc do drzwi i niechętnie przekręciłem wszystkie zamki. Obmyślałem plan jak tu go opierdzielić i dać mu kazanie, że JA, JA FABIAN DRZYZGA w nocy ŚPIĘ, jak każdy normalny człowiek, kiedy Penchev wpadł do mojego mieszkania trzaskając za sobą drzwiami, by chwilę później złapać mnie za ramiona i trząsać jak małą dziewczynką. 
- Niko, kurwa. Uspokój się! - wrzasnąłem i dopiero kiedy napiąłem mięśnie, kumpel spojrzał na mnie przytomniej. 
- Wika - wykrztusił tylko i mijając mnie poszedł do kuchni. Zaskoczony stałem tak chwilę po czym poszedłem za nim. 
- Co Wika? I czego szukasz w mojej lodówce? - gdy się odwrócił zobaczyłem butelkę piwa w jego ręce. - oddaj mi to, mamy rano trening - wyciągnąłem szklanką butelkę z jego rąk i podałem mu sok pomarańczowy. - no stary mów co z tą brunetką. 
- Dzwoniłem do niej wczoraj- zaczął po czym znowu się zawiesił. 
- No? - zachęciłem go do rozmowy jednocześnie parząc sobie mocną kawę. Wiedziałem, że przed treningiem spać już nie pójdę. 
- Co no? No i dzwonie do niej! Pod ten numer. Do Wiki. Do miej pięknej Wiki. A tam! - i znowu zacinka. Po tych słowach byłam już totalnie pewny, że on zwariował, mu mózg mu padło, czegoś mu dosypała, albo dostał porządnie w łeb. - a tam odbiera jakich chłopak... - skończył i zaczął prawie beczeć ale zdążyłem przyłożyć mu w twarz.
- Stary, ogarnij się. Nie zachowuj się jak histeryczka. Może brat? Przyjaciel? Ojciec? Może zły numer? 
- Nie... Słyszałem ją w tle. To był jej chłopak. - dokończył a ja wiedziałem, że znowu muszę pogadać z Izką. Ale teraz role nieco się odwrócą.... I wtedy uznałem, że nie ma na co czekać. 


Izka 

Wieczorem wszystko miałyśmy już obgadane. Wyciągnęłam z niej wszystkie szczegóły jakie tylko było można i wróciłam do swojego pokoju. Przypomniało mi się, co planowałam na porannym spacerze więc szybko wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do mojego przyjaciela. 
- Cześć Bartek - rzuciłam i rozkoszowałam się męskim głosem płynącym w drugiej strony. 
- Cześć Izka, słoneczko.
- Jesteś w Krakowie?
- Jestem, jestem.
- To wpadaj, póki czas. Aha i weź mapy! Jedziemy na wycieczkę. - więcej mówić mu nie musiałam, pod tym względem rozumieliśmy się bez słów. Wstałam i poszłam do łazienki trochę się odświeżyć po czym uprzątnęłam pokój. Dawno nikt mnie nie odwiedzał. Niecałą godzinę później przed moimi drzwiami stał mój przyjaciel z butelką wina i czteropakiem piwa. 
- No cześć. Widzę, że przygotowujesz grubszą imprezę - powiedziałam muskając jego policzek i odbierając od niego wino.
- Z tobą nigdy nie można się dogadać co do trasy a więc do będzie dłuuugaa noc - zaakcentował dwa ostatnie słowa i mrugnął do mnie za co został ukarany bolesnym kuksańcem w bok. 

Trzy godziny później, po owocnej, wyczerpującej pracy pełnej dyskusji mieliśmy ustalony cały plan wycieczki. Asortyment alkoholu zmalał do ostatniej butelki perły więc uznałam, że czas na kąpiel i wskoczenie w wygodną piżamkę.
- To ty idź do łazienki a ja tu posprzątam - zaproponował Bartek.
- Zostaw, poradzę sobie, późno już. 
- Zaraz będę się zbierał. 
- Jesteś pewny? Mamy śpiwory na stanie. 
- Jesteś aniołem, ale nie. Idź już do tej łazienki - powiedział i pocałował mnie w policzek. Poczłapałam więc do łazienki. Ściągnełam ubrania i stanęłam pod prysznicem. Moje myśli mimowolnie powędrowały do przystojnego bruneta i właśnie wtedy przypomniało mi się, że miałam do niego napisać. Wychodząc spod prysznica owinęłam się ręcznikiem i pewna, że Bartka już nie ma poszłam do pokoju. Jakie było moje zdziwienie kiedy zobaczyłam mojego przyjaciela śpiącego na moim łóżku. Wróciłam więc do łazienki, przebrałam się w piżamę. Dotarło do mnie, że mój telefon jest rozładowany a nie chce teraz budzić wielkoluda szukając ładowarki zostawiłam więc do na rano. Teraz czekał mnie większy dylemat. Co zrobić? Mogłam albo zacząć wojować z szafą i szukać spiwora albo owinąć się szczelnie kocem i położyć na łóżku. Moje lenistwo i znużenie wygrało więc łapiąc najcieplejszy koc jaki miałam poszłam położyć się obok chrapiącego niemiłosiernie Bartka. Aż dziw, że nie budzi sam siebie...  

Rano obudzil mnie głos Wiktori i ciche pukanie. Zanim uświadomiłam sobie co do mnie mówi poczułam jak ktoś mnie obejmuje, nie bardzo wtedy wiedziałam kto. Jednak bardzo szybko zaczęłam łączyć wątki kiedy zobaczyłam w drzwiach minę Fabiana, który chwilę potem obraca się na pięcie. Jak porażona wyskoczyłam z łóżka biegnąc za siatkarzem i krzycząc
- Ale Fabian! To nie tak jak myślisz!



______________________
To się porobiło. Czy Bartek będzie kimś znaczącym? :) Powoli wracam, ale wybaczcie... MATURA :)
Enjoy!
~Wasza Ivy <3

sobota, 26 grudnia 2015

NOWY POST!

KOCHANI! 
NOWY POST CZEKA JUŻ A OSTATNIE SZLIFY I LECI DO WAS!

STĘSKNILIŚCIE SIĘ? :)

sobota, 19 września 2015

Informacja


Witajcie Kochani! 


Uważam, że należy Wam się informacja na temat nowych postów na blogu. Jestem w klasie maturalnej z rozszerzoną matematyką, biologią i chemią. Moje wymarzone studia to medycyna. A z tym wiąże się mnóstwo pracy. Postanowiłam więc, że nie będę zawieszać bloga ale do maja posty będą pojawiały się stosunkowo rzadko, ale możecie być pewni, że bloga skończę. 

Jeśli ktoś chce być informowany, proszę o komentarz (osoby, które nie mają konta moją mi podać adres e-mail). :)


Trzymajcie się cieplutko, Wasza Ivy <3

P.s Ten tydzień mam wolniejszy, mój chłopak się wyprowadził na studia więc możecie oczekiwać nowego postu na dniach!

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 8. Czyli mnie Ty się nie bój.

Izka


W niedzielę obudziłam się z nieprzyjemnym uczuciem bólu głowy. Nocne rozmowy z Wiktorią i butelka czerwonego wina, które wypiłyśmy podczas jej opowieści były brzemienne w skutkach. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam obok siebie postać śpiącej przyjaciółki. Jak zwykle robiła to z otwartą buzią. Na początku kiedy jej o tym mówiłam, zawsze krzyczała na mnie, że mogłam jej te usta po prostu zamknąć, ale jej widok wtedy był tak rozbrajający, że nigdy nie byłam w stanie tego zrobić. 

Powoli wstałam z łóżka i poczłapałam w stronę łazienki możliwie najciszej, tak żeby przypadkiem nie obudzić przyjaciółki. Wzięłam szybko orzeźwiający prysznic i w samym szlafroku wróciłam do pokoju. Wygrzebałam z szafy czystą bieliznę. Włożyłam szare getry i dość luźną białą koszulkę. Przed lustrem związałam jeszcze włosy w koński ogon i kolejny raz skierowałam się do łazienki żeby jeszcze umyć zęby. Po tych czynnościach nie wróciłam już do pokoju a zeszłam na dół żeby zrobić śniadanie. 

Z przykrością przypomniałam sobie, że reszta mojej rodziny oprócz Kuby pojechała na małe wakacje. My, niestety, byliśmy już zdecydowanie za starzy na spędzanie wakacji z rodzicami. Wyciągnęłam z szafki bułki i sięgnęłam do lodówki zastanawiając się na co ma ochotę moja śpiąca królewna. Po chwili namysłu zdecydowałam się na kanapki z szynką, pomidorem i szczypiorkiem, dla Wiki dodatkowo z serem, za którym ja nie przepadałam. Nastawiłam wodę na herbatę i czekając, aż czajnik zacznie gwizdać ustawiłam śniadanie na tacy. Zaczęłam zastanawiać się kiedy odezwać się do Fabiana. Miałam świadomość, że dziś wieczorem razem z Wiką pojedziemy do Krakowa, a od poniedziałku znowu zaczniemy uczęszczać na uczelnię. Zaczęłam też się zastanawiać czy nie lepiej byłoby gdybym się z nim spotkała. Zdecydowanie miałabym wtedy większą kontrolę nad sytuacją a ta była poważna. 

Z zamyślenia wyrwał mnie gwizd czajnika na kuchence. Szybko go wyłączyłam i nalałam wody do kubków ustawionych na stole. Gdy odstawiłam go na miejsce usłyszałam czyjeś zbliżające się kroki i w tym samym czasie zobaczyłam w drzwiach mojego brata. 
- To dla mnie to pięknie śniadanko? - podszedł i musnął mój policzek dobierając się do kanapek.
- Łapy precz, zdrajco! - warknęłam i sprzątnęłam mu sprzed nosa jedzenie. 
- Nie mam zupełnie pojęcia o co Ci chodzi. Może chociaż zrobisz mi herbaty?
- No dobra... - mruknęłam zniechęcona i ponownie nalałam wody do dzbanka. 
- Jak udała się randka z Fabianem? - uśmiechnął się podstępnie siadając na krześle i skubiąc winogrona postawione na stole. 
- Nie twój interes intrygancie. A herbatę zrób sobie sam. Jesteś już dużym chłopcem - wzięłam tace w ręce, pokazałam mu język i udałam się z powrotem do swojego pokoju. Gdy weszłam z radością zauważyłam, że moja przyjaciółka już nie śpi.
- Cześć wariatko. 
- Dzień dobryyyy - bardziej wymruczała niż powiedziała, przeciągając się przy tym leniwie. Rzuciła okiem na tacę, którą przed nią postawiłam i ponownie się odezwała - mówiłam Ci już, że jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie? 
- Chętnie usłyszę to jeszcze raz - powiedziałam roześmiana, siadając obok niej i wgryzając się we wcześniej przygotowaną bułkę. 
- To co dziś robimy? - nie odpowiadałam jej dłuższą chwilę sama się nad tym zastanawiając.
- Muszę zobaczyć się z Fabianem... - powiedziałam w końcu. Podjęłam decyzję. Wiedziałam, że muszę to zrobić zanim pojadę do Krakowa bo ewidentnie nie da mi to spokoju. 

Kiedy już ustaliłam z Wiką jak ma wyglądać dzisiejszy dzień poszła do pokoju Kuby z propozycją, żeby jej dziś towarzyszył a ja sama sięgnęłam po telefon. Wzięłam kilka głębokich wdechów i wybrałam numer wpisany kilkanaście godzin wcześniej. Drzyzga odebrał po trzecim sygnale. 
- O, cześć Iza. Właśnie miałem się z Tobą kontaktować. Jak leci? - usłyszałam lekki głos rozgrywającego.
- W porządku, dziękuje. Słuchaj... - zaczęłam nie bardzo wiedząc, czy zaproponować mu spotkanie od razu czy chwilę z nim porozmawiać. Wolałam mieć to jednak za sobą - możemy się dziś spotkać?
- Dziś? - w jego głosie dało się słyszeć zaskoczenie. Trochę mnie to zaniepokoiło - jasne - przytaknął po krótkiej chwili.
- Super. Napiszę Ci esemesem adres i godzinę.
- Okeeeeej - rzucił przeciągając samogłoskę. - do zobaczenia Iza.
- Do zobaczenia - nieśpiesznie nacisnęłam czerwoną słuchawkę i rzuciłam telefon na łóżko a następnie podeszłam do szafy szukając odpowiedniego stroju. Lato zbliżało się wielkimi krokami a co za tym idzie pogoda znacznie się poprawiła. Po krótkiej chwili zdecydowałam się na jeansy typu boyfriend z dziurami na kolanach i białą koszulkę w czarne, poziome paski. Ubrałam się nieśpiesznie i nałożyłam na twarz lekki makijaż. Skupiłam się na podkreśleniu oka. W między czasie wysłałam Fabianowi krótkiego esemesa z informacją o godzinie i miejscu spotkania. Po godzinie byłam gotowa do wyjścia.  Psiknęłam się moimi ulubionymi perfumami i poszłam do pokoju mojego brata pożegnać się z nim i moją przyjaciółką. 
- Wychodzę - powiedziałam lekko się uśmiechając.
- Ładnie wyglądasz - mój brat puścił do mnie oko.
- Baw się dobrze! - rzuciła jeszcze moja przyjaciółka. Dość szybko zbiegłam na dół, ubrałam czarne, krótkie conversy i założyłam okulary przeciwsłoneczne. I tak oto byłam gotowa na spotkanie z Drzyzgą. 



Fabian


Iza zadzwoniła około południa, czym mnie kompletnie zaskoczyła. Podejrzewałem, że będzie chciała się spotkać ale stawiałem raczej nie wieczór. Kiedy będzie ciemno... I łatwiej będzie mogła ukryć moje zwłoki. Ale może właśnie tak miało być? Ma plan i element zaskoczenia to część mojej powolnej śmierci? Zastanawiając się nad tym jakie tortury będzie na mnie stosowała prasowałem jedną z lepszych moich koszul. Czy chciałem ładnie wyglądać w moje ostatnie godziny życia? Nie, po prostu może zadziałam moim urokiem osobistym. W dalszym układaniu tego żałosnego planu przeszkodził mi telefon. 

Spojrzałem na ekran ale zamiast odebrać, zablokowałem go i rzuciłem na łóżko. Szybkim krokiem poszedłem do łazienki i wszedłem pod prysznic puszczając wodę. Stałem tam kilka minut, pozwalając aby po moim ciele po woli spływała ciepła woda. Penchev coś kręcił. Coś kręcił a ja chciałem wiedzieć o co chodzi. Pewnej rzeczy mi nie powiedział i doskonale to wyczułem. Znam go już trochę i wiem jak się zachowuje. Był ewidentnie zdenerwowany. Tylko nie rozumiem co i dlaczego przede mną ukrywał? Nie miałem ochoty z nim gadać. Teraz chciałem skupić się tylko i wyłącznie na spotkaniu z Izką. 

Wyłączyłem żelazko i wciągnąłem najpierw spodnie, później koszulę, starannie zapinając guziki. Starałem się nie wyglądać zbyt elegancko bo mogłaby to źle odebrać. Na nogi wciągnąłem kolorowe buty sportowe i przejrzałem się w lustrze. Tak stojąc, uświadomiłem sobie, że pierwszy raz tak się stroję przed wyjściem z dziewczyną. Chociaż to ciężko nazwać było jakąś randką. Spsikałem się lekko moimi ulubionymi perfumami i chowając telefon do kieszeni zamykałem mieszkanie na klucz. 

Pół godziny później siedziałem w umówionym miejscu pijąc szklankę wody. Co jakiś czas nerwowo zerkałem na zegarek. Powinna być 10 minut temu. Zaczynałem się już zastanawiać, czy przypadkiem mnie nie wystawiła kiedy drzwi od kawiarni otworzyły się. Nie była ubrana elegancko, raczej modnie i na luzie a więc... Fabianku, to nie randka! Omiotła wzrokiem salę i kiedy mnie spostrzega zawiesiła swój wzrok. Lekko się uśmiechnęła i ruszyła do mojego stolika. Podniosłem się i jak na prawdziwego dżentelmena przystało odsunąłem jej krzesło. 
- Cześć - rzuciła pogodnie i zaczęła rozglądać się na kelnerem. 
- Hej - opowiedziałem czując jak pocą mi się dłonie. 
- Ładna dziś pogoda, prawda? - w końcu na mnie spojrzała. Miała wyraźnie podkreślone oczy. Coś co lubię, ale ogólnie z jej twarzy biła naturalność. Włosy, lekko pofalowane, też chyba naturalne, opadały na ramiona i plecy. Na głowie miała czarne, przeciwsłoneczne okulary. Była ładna. 
- Tak. - powiedziałem tylko i skarciłem się w myślach.
- Pewnie zastanawiasz się po co do Ciebie zadzwoniłam - ciągnęła nie zważając na moją odpowiedź - ale też pewnie domyślasz się, że chodzi o moją przyjaciółkę i Twojego przyjaciela - mrugnęła a ja zachodziłem w głowę czy widzę ten mord w oczach czy nie - powiedziałam Ci, że jeśli ją skrzywdzi będziesz miał ze mną do czynienia - przełknąłem głośno ślinę nadal się nie odzywając. - Nie wiem też czy znasz najnowsze fakty. Co się działo po imprezie. Chociaż sądząc po Twoim wyrazie twarzy dobrze wiesz. Nie wiem czy się tego spodziewałam ale raczej tak. Co się stało to się nie odstanie. Ale postanowiłam wkroczyć i Ciebie za sobą pociągnąć. - przerwała i po chwili dodała - czy Ci się to podoba czy nie. - otworzyłam usta żeby coś powiedzieć ale widząc jej minę szybko je zamknąłem. 
- Nie wiem jaki plan na Twój przyjaciel. Ale nie pozwolę żeby to była jednorazowa przygoda jeśli oboje nie będą tego pewni. 
- Rozumiem - skłamałem. 
- Nie, nie rozumiesz - uśmiechnęła się. Kobiety... I ta ich intuicja. 
- Więc... Czego ode mnie oczekujesz? - zapytałem. Podniosła szklankę z kawą do ust i piła dłuższą chwilę. 
- Musisz pomóc mi ich znowu ze sobą skrzyżować - wydusiła a ja szeroko się uśmiechnąłem. 


Izka


Spotkanie z Fabianem zdecydowanie mi się przeciągnęło. Kiedy już omówiliśmy dokładnie nasz plan ze wszystkimi szczegółami, zamówiliśmy po ciastku i zaczęliśmy rozmawiać bardziej swobodnie. Po raz kolejny udowodnił mi, że jest cholernie inteligentnym człowiekiem. Później wyciągnął mnie na długi spacer po Rzeszowie pokazując swoje ulubione miejsca. Nalegał też, że mnie odprowadzi. Kilkanaście minut przed 16 byliśmy pod moim domem. 
- To tutaj - powiedziałam wskazując na budynek za moimi plecami. Fabian podniósł głowę i się uśmiechnął a następnie znowu zajrzał w moje oczy. 
- Spotkamy się w tygodniu? 
- Nie - rzuciłam krótko. Jego brwi podniosły się. Uprzedzając jego pytanie powiedziałam - studiuję w Krakowie. Dziś jadę. Będę dopiero w piątek. - jeśli go to zaskoczyło nie dał tego po sobie poznać. 
- No tak... Tyle rozmawiamy a ja nie wiem co robisz. Studiujesz, pracujesz, gdzie, kiedy, od kiedy... - zaśmiałam się. 
- Nie wszystko od razu musisz o mnie wiedzieć - mrugnęłam i chwilę potem kolejny raz smakowałam w  tych maślanych oczach. 
- A co studiujesz? 
- Medycynę. - teraz zdziwienie było widoczne. Ściągnął brwi i zrobił pół kroku w moją stronę. 
- Więc... - podniosłam kąciki ust ale nie odezwałam się ani słowem. - będę do Ciebie dzwonił - szepnął do mojego ucha. - i w weekend się ode mnie nie uwolnisz - mówił coraz ciszej - chciałbym coś jeszcze Ci pokazać. Nie chcę słyszeć "nie", "nie mogę". Po prostu znajdź dla mnie kilka godzin w sobotę. A w niedzielę zabieram Cię na mecz. Wikę też - odsunął się i mrugnął. 
- Przemyślimy to - wyszczerzyłam zęby i zaczęłam szukać kluczy w torebce. Gdy już je zlokalizowałam, zacisnęłam je w pięści i zaczęłam podnosił głowę, żeby pożegnać się  Fabianem, jednak mi to uniemożliwił. Zanim zorientowałam się co robi wpił się w moje usta. Zarzuciłam mu ręce na szyje i wplotłam ręce we włosy. Całował mnie namiętnie i miękko. Zupełnie inaczej niż wcześniej. Jego usta były ciepłe i lekko popękane. Chwilę później odsunęłam się od chłopaka. Na jego twarzy malował się szeroki uśmiech. 
- Muszę iść. 
- Rozumiem - złapał mnie za rękę. - Daj mi znać jak już będziesz w Krakowie.
- Dobrze - rzuciłam szybko i odwróciłam się. Wbiegłam na schody i spojrzałam przez ramię. Widząc, że rozgrywający prawie nie drgnął podniosłam rękę i pomachałam mu - miłego tygodnia! - rzuciłam szybko i zniknęłam na drzwiami. Wiedziałam, że jeśli Wika i Kuba to widzieli będę miała kolejne przesłuchanie. Niewiele myśląc ściągnęłam buty i skierowałam się do swojego pokoju. Otwierając drzwi otworzyłam też buzię. To co tam zobaczyłam zdawało mi się wręcz niemożliwe. A jednak... 




___________________________
Jeszcze nie wrzesień. Ale chyba wena mi wróciła. Rozdział pisało mi się bardzo lekko. I przyjemnie. I chyba mi się nawet podoba. A Wy, co sądzicie? :3


ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA! 

Wasza Ivy <3


piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 7 czyli jesteś tu i teraz.

Fabian


Kiedy wyszliśmy z mieszkania pierwszym pytaniem Niko było pytanie o mój ulubiony klub. Kiedy powiedziałem, że to zdecydowanie angielski Chelsea Bułgar uderzył otwartą dłonią w czoło i pokręcił głową. Po kilku minutach dyskusji uznaliśmy, że podporządkuję się jemu, bo tak, jak sam twierdził, będzie najlepiej. Nie wiedziałem o co zrobił tyle szumu. Mi było to zupełnie obojętne i tak każdy był taki sam. Tak samo głośny i zatłoczony. Po kilkunastu minutach spaceru dotarliśmy na miejsce. Penchev nie tracąc czasu poszedł do baru po drinki a ja zacząłem szukać wolnego miejsca. Wchodząc i czując tę atmosferę zacząłem żałować, że dałem się na to namówić. Mój optymizm z każdą minutą drastycznie spadał. Postanowiłem usiąść przy stoliku pod ścianą. 

Ruszyłem w tamtą stronę szybkim krokiem kiedy ktoś pociągnął mnie za ramię. Energicznie się odwróciłem i już chciałem zbluzgać tę osobę jednak gry otworzyłem usta zobaczyłem roześmianą twarz Kuby. W mojej głowie pojawiła się iskierka nadziei.
- Cześć Fabian! - rzucił klepiąc ręką miejsce obok siebie - siadaj. To jest Maja - wskazał na brunetkę siedzącą obok. Uśmiechnąłem się do dziewczyny i podałem jej rękę ale nie skorzystałem z zaproszenia chłopaka. 
- Nie, dzięki, nie jestem sam. Słuchaj... - zacząłem i spojrzałem na jego zaciekawione oczy. Nie wiedziałem jak ubrać to w słowa. Kuba zaśmiał się widząc moją minę. Widocznie domyślił się o co chodzi. 
- Stary to twój szczęśliwy dzień - powiedział znowu się uśmiechając. Pomyślałem, że oni nawet mówią tak samo. Chyba go polubię - przed chwilą była z przyjaciółką przy barze. 
- Dzięki Kuba - uśmiechnąłem się szeroko i poklepałem go po ramieniu. 

Kiedy dotarłem do baru nie znalazłem tam Izy ale za to natknąłem się na Niko. Wypiliśmy po kilku głębszych. 
- Iza tu jest - krzyknąłem mu do ucha, tak żeby usłyszał - idę jej poszukać! Baw się dobrze - Bułgar tylko się uśmiechnął i tyle go widziałem. Postanowiłem usiąść przy stoliku który upatrzyłem dużo wcześniej. Sięgnąłem po drinka i ruszyłem w odpowiednim kierunku. Usiadłem i wtedy usłyszałem kobiecy głos. Spojrzałem na jej właścicielkę i dziękowałem w myślach, że jest tutaj ciszej niż w dalszej części klubu. 
- Ja tu chciałam usiąść - powiedziała spokojnie blondynka uśmiechając się zalotnie. Od razu się przesunąłem. 
- Zmieścisz się - powiedziałem - los znowu stawia Cię na mojej drodze - rzuciłem ciszej. 
- Albo Ciebie na mojej - spojrzała w moje oczy. 
- Zatańczymy? - wyciągnąłem do niej rękę, którą chętnie przyjęła. Od razu przekonałem się, że jest zupełnie inną dziewczyną niż te, które spotykałem z takich klubach. Jej ruchy nie były zbyt wyzywające. Zamiast tego co chwilę odwracała się, żeby spojrzeć w moje oczy. Jej skóra była ciepła i miękka. Wykorzystałem moment i nachylając się nad jej głową szepnąłem jej do ucha.
- Obiecaj, że już nigdy mi nie uciekniesz - zamiast odpowiedzieć odwróciła się do mnie przodem i lekko odsunęła. Zrobiło mi się gorąco jednak chwilę później się uśmiechnęła.
- Obiecuję - powiedziała, wspięła się na palce i pocałowała mnie w usta. Byłem wtedy najszczęśliwszym facetem na ziemi. Tym razem nie pozwoliłem się jej odsunąć. Przygarnąłem ją do siebie i wpiłem się w jej miękkie usta. Odpowiedziała mi tym samym. Chwilę później podniosłem ją opierając dłonie na jej pośladkach a ona oplotła mnie swoimi nogami. Zanurzyła dłonie w moje włosy. 
- Chcesz się stąd ulotnić? - zapytałem stawiając ją na ziemię i łapiąc powietrze. 
- Chętnie. Tylko muszę powiedzieć Wice - powiedziała i złapała mnie za rękę - ale musisz pomóc mi ją znaleźć. Tańczyła z takim wysokim chłopakiem. Dość opalonym - tak to musiał być Niko. Duża część dziewczyn go tak opisywana. Duży i opalony. 
- Chyba wiem, gdzie jest - uśmiechnąłem się do dziewczyny i pociągnąłem ją w tłum. Chwilę potem stałem już przy Bułgarze, który namiętnie całował jakąś brunetkę. Kątem oka spojrzałem na Izę. Przez chwilę miała szeroko otworzone usta jednak zaraz je zamknęła i na jej twarzy zagościł uśmiech.
- Chyba zostawiam ją w dobrych rękach? - zapytała nie czekając na odpowiedź i pociągnęła mnie do wyjścia. 


Izka


Grubo przed północą wyszliśmy z klubu. Byłam z siebie dumna bo w głowie nawet trochę mi nie szumiało, wiedziałam też co mówię i co robię. Na dworze wiał lekki wiatr ale wieczór był ciepły. Fabian złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę parku. Szliśmy obok siebie w kojącym milczeniu. Złapałam się na myśli, że takie spacery mogłyby stać się moją codziennością. Szedł obok mnie wysoki brunet o silnym uścisku i anielskich oczach. Czego chcieć więcej?
- O czym myślisz? - zagadnął mnie Drzyzga. Zwolniłam kroku i mocniej ścisnęłam jego dłoń. 
- Piękny wieczór - powiedziałam cicho i kątem oka spojrzałam na postać chłopaka. Uśmiechał się. 
- Chodź - rzucił tajemniczo i wziął mnie za brana. 
- Hej! Co Ty robisz? - krzyknęłam hamując śmiech.
- Ciiii. Coś Ci pokaże. Zamknij oczy! - teraz to już wybuchnęłam śmiechem ale spełniłam polecenie chłopaka. Chwilę później poczułam jak stawia mnie na ziemię - jeszcze nie otwieraj - niedługo potem usłyszałam szelest. Nie potrafiłam jednak zidentyfikować co to jest - usiądź. Powoli. A teraz się połóż - poczułam drzyzgowe dłonie na plecach. Delikatnie podtrzymał moją głowę. Jego ręka zjechała aż na moje biodra a potem na brzuch. Tam też została na chwilę. Gdy odezwał się następnym razem zabrał też rękę i tam gdzie przed chwilą leżała teraz poczułam uczucie chłodu. 
- Otwórz oczy - teraz młody rozgrywający szeptał. Pośpiesznie podniosłam powieki i głośno wciągnęłam powietrze do płuc. Patrzyłam w niebo pełne gwiazd. W samym środku miasta! 
- Jakie... piękne  zdołałam tylko wydusić. Niemal słyszałam jak na jego twarz wkrada się olbrzymi banan. 

Przeleżeliśmy tak z dwie godziny, rozmawiając i śmiejąc się na zmianę. Cały czas też dzielił nas niewielki dystans. Jednak żadne z nas zdawało się tego nie zauważać. Drzyzga był cholernie inteligenty i przy tym zabawny. Może nie był jakoś bardzo wygadany ale miał co powiedzieć. Mówił mądrze, miał jasno określenie cele i zdanie na tematy, które go interesują. Nie udawał jednak, że wie wszystko. Jeżeli zaczynałam jakiś temat ze studiów, który mógł odnieść się do codziennego życia a on nie miał o nim pojęcia, po prostu mi o tym mówił i prosił, żebym przedstawiła swoje poglądu na ten temat. Ogromnie mnie to rozczuliło. Poza tym potrafił słuchać. 
- Fabian? 
- Tak? - podniósł się i oparł na łokciach. Spojrzałam na jego twarz skąpaną teraz w blasku księżyca. Widząc jego jasne oczy poczułam przyjemnie ciepło gdzieś w środku ciała. 
- Robi się późno. Będę się zbierać. Muszę też skontaktować się z Wiktorią. 
- Rozumiem - jeśli było mu smutno nie dał tego po sobie poznać. Wstał i podał mi rękę. Chłopak podniósł swoją bluzę, na której leżeliśmy a ja sięgnęłam po telefon. Wybrałam numer przyjaciółki. Jeden sygnał. Drugi. Trzeci... Poczta głosowa. Przeklęłam pod nosem. 
- Mógłbyś...? - spojrzałam na Fabiana i zrobiłam słodkie oczy jak kot ze Shreka. 
- Jasne - uśmiechnął się i wyciągnął swój telefon. - halo? Niko? Słuchaj, stary, gdzie jesteś? - zaczęłam się modlić, żeby Wika była z nim. Nawet jeżeli coś by się stało wiedziałabym gdzie szukać - a z kim jesteś? - usłyszałam Fabiana - mhm, ok. Dobra. Rozumiem. To do jutra. Trzymaj się! - Drzyzga przesunął palcem po wyświetlaczu i schował telefon do kieszeni. Potem spojrzał na mnie. 
- Chyba dziś już z nią nie pogadasz.
- Aż tak źle? - zapytałam czując jak narasta we mnie złość na przyjaciółkę.
- Nie, nie.


Fabian

- Stary... Ale jak to się z nią przespałeś?! - nerwowo chodziłem po pokoju drapiąc się po głowie. - czy Ty wiesz o niej cokolwiek?! Iza mnie zabije - wymruczałem i zwróciłem wzrok na Niko. Jego opowieść mnie zszokowała. Przespał się z nią. Jeżeli Dorczewska się o tym dowie, urwie mi głowę. Obiecałem jej, że jest dobrych w rękach. Jak się okazuje były to ręce jednego z najbardziej napalonych facetów w Rzeszowie. Przecież mogłem się tego spodziewać - Penchcev, kurwa, zabije Cię kiedyś. - Bułgar nadal milczał. Na początku nie rozumiał o co chodzi, przecież, nie pierwszy, nie ostatni raz. Dopiero kiedy wytłumaczyłem mu, że dziewczyna, z którą się przespał to najlepsza przyjaciółka Izy zrozumiał powagę sytuacji. Spuścił wzrok w dół i tak siedział dobre 15 minut kiedy ja zastanawiałem się jak zareaguje Izka. Wpadł mi nawet do głowy pomysł, żebym powiedział jej o tym sam, ale jeżeli Wiki nie ma zamiaru jej informować, to sprawa byłaby jeszcze gorsza. Nie pozostało mi nic innego jak tylko czekać na jej telefon.  

Po południu, kiedy Niko odsypiał nocne igraszki, wskoczyłem w dres i wyszedłem do sklepu. Kupiłem kilka podstawowych produktów w osiedlowym sklepie prowadzonym przez przemiłą panią Jadzię. Czasami zastanawiałem się czy ta kobieta ma rodzinę. Nieważne o której godzinie się w nim pojawiałem ona zawsze gdzieś tam się kręciła. A może była samotną panią z kotami? 
- Dzień dobry Fabianku! - rzuciła jednocześnie kasując moje zakupy. 
- Dzień dobry Pani Jadziu - uśmiechnąłem się do niej ciepło. 
- Ładny dziś dzień, a to dobrze bo jadę z wnuczkiem do lasu. Muszę jeszcze szybko skoczyć do domu przygotować mu obiad, najlepiej pomidorową, którą tak lubi.... - starsza kobiet opowiadała mi o swoim dniu a ja pomyślałem tylko, że moje wątpliwości co do jej życia prywatnego, lekko się rozwiały - dwadzieścia cztery, pięćdziesiąt osiem, kochanie. 
- Proszę bardzo. Reszty nie trzeba - wręczyłem jej banknot i udałem się w stronę wyjścia - do widzenia, miłego dnia - rzuciłem jeszcze na odchodne. 
- Do widzenia, kochanie - usłyszałem będąc w drzwiach. Wychodząc, zamiast skierować się do domu postanowiłem zahaczyć o park. Świeże powietrze dobrze mi zrobi. 


Izka 


Otworzyłam oczy i przeciągnęłam się leniwie. Niewiele myśląc sięgnęłam na szafkę nocną po telefon jednak coś leżało na przeszkodzie. Bardziej świadomym wzrokiem spojrzałam co to było. Obok mnie, na łóżku stała taca ze śniadaniem i świeżym sokiem. Oj tak, wiedziałam czyja to sprawka. Podniosłam się i usiadłam na łóżku, po czym rozejrzałam się po pokoju. Oczywiście. Sprawczyni wczorajszego zamieszania siedziała teraz w dresach Kuby przy biurku, grzebiąc w komputerze. Zastanawiałam się jak tu jej nagadać. 
- Dobrze się bawiłaś? - zapytałam lekko ironicznie, ale uśmiechnęłam się widząc jak podskoczyła na krześle. Powoli zaczęła odwracać się w moją stronę. 
- Wystraszyłaś mnie - mruknęła oburzona, jednak po chwili chyba sama zaczęła tego żałować. 
- Wiesz kochanie... Jak Kuba Bogu... 
- Izka. Proszę Cię - szepnęła zbliżając się do mojego łóżka - zrobiłam Ci piękne śniadanko. Sok świeży, wyciskany! - chwilę jeszcze udałam oburzoną, zjadłam śniadanie i odwróciłam się w stronę przyjaciółki uśmiechając się. 
- Pyszne - powiedziałam cicho. 
- Izuniu, przepraszam... - zaczęła ale szybko jej przerwałam. 
- No choć tutaj! - Wiktoria w tempie antylopy ściganej przez głodnego lwa wskoczyła pod kołdrę sadowiąc się obok mnie i przytulając do mojej piersi - opowiadaj - poprawiłam się na łóżku i zachęciłam ją do mówienia. Po prostu widziałam te tańczące w oczach iskierki i wiedziałam o czym będzie ta opowieść... Dobrze, że wzięłam numer telefony Drzyzgi. Będę miała komu dać niezły opierdal. Oj wpakował się przystojniaczek. Wpadł po uszy. 

Ja zresztą też... 




_______________________________
Okej. Nie tak miało to być. Miało być dłuższe. Przepraszam. Wybaczcie mi... Jednak wakacje wybiły mnie z rytmu. Jutro też wraca mój chłopak z Anglii. Kochane, nie widziałam go 2,5 miesiąca więc.... dajcie mi się nim nacieszyć! <3 a wena wróci. Obiecuję. W końcu wraca moja motywacja :) mam pomysł na to opowidanie. Więc będę tworzyć ale gdzies w zakamarkach telefony trzymając moje szczęscie za rękę wygrzewając się na słońcu :) Ale w następnym tygodniu powinien pojawić się nowy rozdział. Chyba, że nie chcecie. 
Chcecie? ;)



Wasza Ivy! (wciąż nieopalona :()


poniedziałek, 20 lipca 2015

Rozdział 6. Czyli już mi nie uciekniesz.

Izka

- Czy Ty naprawdę musisz wszystko robić po swojemu?! - wydarłam się na mojego brata, chodząc nerwowo po pokoju. W jego oczach nagle pojawiło się zdziwienie i przerażenie jednocześnie wywołane moim wybuchem. Mój brat bardzo rzadko widzi mnie w takim stanie. - Przepraszam za nią?! Od razu na wstępie musiałeś mu wygadać, że jestem Twoją siostrą? Nie tak się umawialiśmy! - byłam wściekła. Nie taka była umowa. Miał go poznać. Wybadać. Sprawdzić jakie z niego ziółko. A teraz, kiedy wie, że jestem jego siostrą już jest na spalonej pozycji. - Kuba, czy faceci naprawdę nie potrafią używać mózgu?! - rzucałam dalej zirytowana.
- Izka, uspokój się wreszcie! Czemu Ty wszystko odbierasz jako atak?! Dziewczyno, jesteś dorosła, ogarnij się! Miałem się z nim zakumplować, udawać, że nie znam dziewczyny, która wyraźnie wpadła mu w oko i sprzedawać Tobie wszystkie informacje? A gdyby się dowiedział? Przemyślałaś, jakie mogą być tego konsekwencje? Straciłby zaufanie i do mnie i do Ciebie. A tak naprawdę ja nawet go w ogóle nie znam. Jeszcze. Ty zresztą też nie. Więc przestań na mnie wrzeszczeć - rzucił urażony. Faktycznie miał racje. Nie do końca przemyślałam ten plan i nie wiem co dokładnie chciałabym osiągnąć - jesteś już dużą dziewczynką. Poza tym to Ty mu spieprzasz za każdym razem. A teraz wciągasz w to mnie - ciągnął dalej swój wywód. Minę miał bardzo nietęgą - albo chcesz go poznać, wyjaśnić to co między wami zaszło, albo daj sobie spokój. Okej? - zapytał a ja tylko kiwnęłam głową. Kuba, który zawsze stał po mojej stronie teraz po prostu na mnie nawrzeszczał. Wiedziałam, że miał rację ale nie potrafiłam mu tego przyznać. Spojrzał jeszcze krótko w moją stronę, wyminął mnie i wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami trochę za mocno. A ja jak mała dziewczynka rzuciłam się na łóżko. Było mi przykro. Poczułam jak po policzkach spływają mi dwie słone krople. Co ja właściwe robię? Bawię się z nim w kotka i myszkę? Ja mogę wszystko a on nic. To nie było fair z mojej strony. Ale też nie powinien mnie wtedy całować. Nie to, że mi się to nie podobało. Ale nie powinien. Nie wtedy. Nie potrafiłam określić moich uczuć. Miałam wrażenie, że wszystko dzieje się "nagle". Wiedziałam, że muszę przestać żyć przeszłością. Zamknąć pewne drzwi i otworzyć się na nowe doświadczenia. Inaczej nie dam rady normalnie funkcjonować. Nie chciałam cały czas uciekać. Ja też potrzebowałam stabilizacji. Czegoś, czego będę pewna. 

Chwilę później podniosłam się z łóżka, wytarłam łzy i zaczęłam się pakować. Za kilka godzin miałam pociąg do Krakowa. Gdybym się na niego spóźniła oznaczałoby to samotne podróże nocnymi pociągami a na tym mi nie zależało. Poza tym chciałam jeszcze dziś pogadać z moją przyjaciółką. Otworzyłam szafę i zaczęłam ją przeglądać. Szybko wrzuciłam do walizki kilka bluzek i jeansy. Rzuciłam okiem na szafę. Czarne, białe, czarne, białe, białe, czarne, jeans. Kolorowe rzeczy w mojej garderobie stanowiły odsetek poniżej 5 procent. Myślami powędrowałam do szafy mojej siostry za ścianą. Zaśmiałam się w duchu i poszłam do łazienki po kosmetyczkę. Gdy wróciłam wyciągnęłam z biurka jeszcze kilka książek i niezgrabnie upchnęłam je do plecaka. Właśnie wtedy rozległ się dźwięk mojego telefonu. Nie patrząc na wyświetlacz, przeciągnęłam po nim palcem i przyłożyłam telefon do ucha. 
- Halo? 
- No cześć piękna. O której dziś będziesz? - usłyszałam głos mojej przyjaciółki. 
- Za 4 godziny powinnam być na miejscu. 
- Ok, weź jakiś ładny ciuch pójdziemy do klubu - rzuciła entuzjastycznie i wiedząc, że będę chciała się wymigać rozłączyła się zanim zdążyłam jej odpowiedzieć. Odłożyłam telefon na biurko i ciężko westchnęłam. Naprawdę nie miałam dziś ochoty na szalony rajd po klubach ale z drugiej strony to była szansa żebym chociaż trochę się rozerwała. Zrezygnowana ponownie ruszyłam do szafy poszukując czegoś odpowiedniego na wieczór. 


Fabian 


Z treningu pojechałem prosto do domu, żeby ogarnąć syf zostawiony rano. Niko zaoferował, ze wstąpi po drodze do monopolowego po alkohol i zamówić pizzę, więc miałem sporo czasu. Jednak gdy wszedłem do mieszkania nadal targały mną sprzeczne uczucia. Dlaczego poznałem go akurat teraz? Na ostatnim treningu? Pierwsze co przyszło mi do głowy to wyciągnięcie numeru od trenera ale szybko odsunąłem od siebie ten pomysł. Musiałbym jakoś uargumentować prośbę i co bym wtedy powiedział? To brat dziewczyny, za którą szaleje choć nawet jej nie znam i widząc ją czwarty raz w życiu zachłannie wpiłem się jej w usta żeby chwilę później dać jej uciec? To brzmi jak jakiś słaby romans. Chociaż nie. Brakuje szczęśliwego zakończenia. Więc pomysł z wyciągnięciem numeru telefonu odpada. Dostałem powołanie do kadry na tegoroczną ligę światową. Za dwa tygodnie powinienem stawić się w Spale. A do tego czasu ani jednego treningu! Mogłem jedynie liczyć na cud spotkania jej na ulicy. Ale tego byłoby już chyba za wiele. Obawiałam się też konsekwencji tego co zrobiłem na meczu. Widziałem kilka obiektywów skierowanych w moją, a raczej naszą stronę. Nie wchodziłem na żadne portale społecznościowe obawiając się tych zdjęć. I pytań... Tak, pytań obawiałem się najbardziej. Pocieszałem się tylko myślą, że nie zadzwonili do mnie jeszcze w tej sprawie rodzice, brat ani żaden z kumpli o tym nie wspomniał. A to oznaczało tylko jedno - nikt tych zdjęć nie widział. Jeszcze. Zbierając porozrzucane po mieszkaniu ciuchy modliłem się aby pojawiły się one tylko na jakiś portalach dla hotek. Ale prędzej czy później to i tak wyjdzie Fabianie. I dobrze o tym wiesz - powiedziałem sam do siebie. Na szczęście moje udręki przerwał dzwonek domofonu.
- Tak?
- Alkohol, pizza i gorące laski! Dobry adres? - usłyszałem głos rozweselonego Bułgara.
- Dobry - rzuciłem radośnie i wpuściłem go do środka. Kilka sekund później był już pod moimi drzwiami - a gdzie te gorące laski? - zapytałem robiąc udawaną, smutną minę. 
- Czuje się urażony  - rzucił i zalotnie zatrzepotał rzęsami - czy ja Ci już nie wystarczam? - zrobił oburzoną minę. Chwilę później pokładaliśmy się ze śmiechu. 

- I co stary? - rzucił Niko i spojrzał na mnie odrywając oczy od telewizora, w którym leciał właśnie Fight Club. 
- Co? - zapytałem nawet na niego nie spoglądając. 
- Co z tą dziewczyną? 
- Izą?
- No właśnie! - Bułgar klasnął w dłonie.
- A no nic. Nie wiem. Wiesz, że jeden z tych nowych stażystów to jej brat? - rzuciłem jakby od niechcenia.
- Co?! - zerwał się z kanapy i głośno coś krzyczał. Dopiero po mojej zdziwionej minie uświadomił sobie, że krzyczy w swoim ojczystym języku. - Ekhem. Jak to, kurwa, się stało, że jeszcze nie masz jej numeru?! Na głowę upadłeś? - wyraźnie na mnie nawrzeszczał. Gdy się trochę uspokoił, przekazałem mu swoje obawy. Bo chwili namysłu przyznał mi rację. 
- Wiesz co... - zaczął Penchev wyłączając telewizor.
- No co Ty robisz?!
- Ubieraj się. Nie, żadnego marudzenia. No ubieraj się - ponaglił widząc, że nie przyjąłem entuzjastycznie jego pomysłu - Idziemy na miasto - siłą ściągnął mnie z kanapy i wepchnął do łazienki. Czasem zastanawiałem się co ja bym bez niego zrobił. 


Izka


Mama jak to mama, nie wypuści z domu bez jedzenia. Lubiłam takie soboty kiedy mogę leniuchować nie zważając na konsekwencje. Wszystkie egzaminy miałam zaliczone więc teraz prześlizgnąć się do końca, zaliczyć sesje i zacząć wakacje. Od godziny byłam spakowana, siedziałam więc grzecznie w kuchni konsumując placek drożdżowy kiedy mój telefon zadzwonił. Patrząc na wyświetlacz nieźle się zdziwiłam.
- Co tam? - zapytała mama widząc moją reakcje. 
- Wiki - rzuciłam, wzruszyłam ramionami i odebrałam połączenie - Halo? 
- Izka?! Gdzie jesteś!? Co robisz?! - krzyczała niemiłosiernie sapiąc od słuchawki.
- W domu. Jem - odpowiedziałam zdezorientowana.
- Nie wychodź! To znaczy ja będę za godzinę u Ciebie! Jestem w pociągu. Zmiana planów! Dziś balujemy w Rzeszowie! - wykrzyknęła i jak to miała w zwyczaju rozłączyła się. 
- Ona jest chora psychicznie, mamo - powiedziałam do rodzicielki a ta tylko zaczęła się śmiać. - Zrobię wam później kolacje. - powiedziała cicho i wyszła z kuchni. Niewzruszona tym faktem dokończyłam jeść placek i podniosłam się z krzesła. Niechętnie złapałam walizkę i poczłapałam do pokoju. Otworzyłam laptopa i odwołałam rezerwacje biletu. Ma szczęście, że nigdy nie kupuję go wcześniej, inaczej nie zważając na jej chore decyzje wróciłabym do Krakowa. Zrobiłam mały przegląd walizki, wyrzucając z niej to co na pewno nie przyda mi się w tygodniu w naszym małym mieszkaniu. Zdecydowanie do takich rzeczy zaliczały się szpilki i krótkie sukienki. Odwiesiłam je do dużej garderoby. Wyciągnęłam jeszcze kosmetyki i zamykając walizkę, ponownie odstawiłam ją w kąt. Jutro zamiast wstawać godzinę wcześniej żeby spakować walizkę będę mogła leniuchować w najwygodniejszym łóżku na świecie.

Półtorej godziny później mój sen przerwał dzwonek telefonu.
- Halo? - zapytałam zaspanym głosem.
- Stoję na dworcu... - usłyszałam zimny głoś przyjaciółki. Poderwałam się na nogi jak poparzona i wybiegłam z pokoju. 
- Wiem, kochanie - rzuciłam, starając się, żeby mój głos brzmiał naturalnie - Kuba zaraz po Ciebie będzie - uśmiechnęłam się lekko jak gdyby mogła to zobaczyć.
- Mhm - mruknęła tylko i rozłączyła się. W tej samej chwili skarciłam się w myślach, że nie nastawiłam budzika. Ba. Nawet nie planowałam, że zasnę. Przebiegam przez całe piętro naszego domu i dotarłam do drzwi pokoju brata. Już chciałam zapukać kiedy przypomniałam sobie naszą dzisiejszą rozmowę. Nie bardzo wiedziałam, czy mogę go teraz tak po prostu prosić o przysługę. Rozważyłam jeszcze opcje poproszenia taty ale szybko odrzuciłam ten pomysł. Chwilę jeszcze biłam się z myślami po czym zapukałam do pokoju. Odpowiedziała mi głucha cisza. Nie ma go? Pomyślałam i wyraźnie się przeraziłam. Weszłam do pokoju i niestety moje obawy się potwierdziły. Teraz będę musiała się tłumaczyć ze spóźnienia i z tego dlaczego to właśnie ja przyjechałam po moją przyjaciółkę. Szybko wróciłam do swojego pokoju z szafy wygrzebałam trampki i zbiegłam na dół. Zarzuciłam na siebie bluzę wiszącą w przedpokoju i już chciałam chwytać za kluczyki gdy dotarł do mnie kolejny przykry fakt. 
- Mamoooooooooo! Gdzie są kluczyki?! - darłam się niemiłosiernie. Chwilę później moja rodzicielka była już przy mnie.
- Kuba zabrał. - odparła jak gdyby nigdy nic.
- Jak to zabrał? Ale mamo. One są mi potrzebne. Teraz! A tata? - zapytałam z nadzieją w głosie.
- Nie ma go. Jest z dzieciakami na basenie. - Kurwa. Zaklęłam w myślach. - a po co ci teraz samochód? - była wyraźnie zaciekawiona.
- Muszę jechać po - nie dokończyłam bo własnie wtedy usłyszałam głos mojej przyjaciółki i brata w przedpokoju. Spojrzałam na mamę i obrzuciłam ją piorunującym spojrzeniem a ona tylko zaczęła się śmiać. 
- Masz szczęście - powiedziała patrząc na mnie spode łba i poleciała przywitać się do mojej mamy już cała w skowronkach. W tej chwili podszedł do mnie Kuba.
- Nie ma za co - na jego twarzy pojawił się nikły uśmiech.
- Kuba ja... - zaczęłam
- Wybaczę. Pod warunkiem - spojrzałam na niego z zaciekawioną miną - Idę dziś z wami - rzucił i pobiegł na górę. Wzniosłam tylko oczy do nieba i prosiłam Boga żeby nie wyszło z tego jakieś bagno. Niewiele myśląc złapałam Wikę za rękę i pociągnęłam go pokoju. Jeżeli chciała gdzieś wyjść to musiałyśmy zacząć się szykować. 

W pokoju Wika trajkotała jak  najęta o tym jaki to bufon i dupek z tego Bartka, że ona nie rozumie jak tego można nie zauważyć, przecież ma to wypisane na czole. Ciągnęła swój monolog a ja w tym czasie zdążyłam ułożyć włosy i zrobić mocniejszy niż zazwyczaj makijaż. Jednym uchem słuchając jak moja przyjaciółka opowiada o ich nocy spędzonej razem wychyliłam głowę z szafy.
- Spałaś z nim? - skrzywiłam się.
- Oh, ale Ty masz problem - fuknęła ale za kilka sekund nadawała dalej. Beznamiętnie wzruszyłam ramionami i wróciłam do szukania sukienki. Zdecydowałam się na klasyczną mała czarną i srebrne szpilki. Wyciągnęłam ubrania i położyłam je na łóżko. Przegrzebałam jeszcze kilka szafek i wyciągnęłam duży srebrny naszyjnik. 
- Także kochana, ja dziś wyrywam! - moja przyjaciółka spojrzała na mnie - noooo Izka! Ubieraj się będziesz wyglądać czadowo!
- Dzięki. Ty też - obrzuciłam spojrzeniem Wikę. Miała na sobie Czarną, zwiewną koszulę, którą wpuściła w krótką cekinową miniówkę. 
- Mam dość Krakowa. Potrzebny mi oddech. Rzeszów będzie odpowiedni - mrugnęła do mnie okiem a mi powoli poprawiał się humor. 

Kilkanaście minut później byłyśmy gotowe do wyjścia. Wika poszła po Kubę a ja korzystając z ostatniej chwili spryskałam się nowymi, mocnymi perfumami. Przejrzałam się w lustrze. Byłam zadowolona ze swojego wyglądu. Zgasiłam światło i wyszłam w pokoju.
- Gotowa? - zapytał Kuba uśmiechając się na mój widok.
- Gotowa - odpowiedziałam uśmiechem.
- To lecimy kochani, szybciutko! - Wika popchnęła nas w stronę drzwi. 

Trafiliśmy to jednego z najatrakcyjniejszych klubów w Rzeszowie. Nie miałam okazji zbyt często w nim bywać, ale jeżeli już byłam to miło go wspominam. Jeśli o to chodzi to jestem osobą bardzo wybredną. Odpychają mnie zalani faceci, którzy myślą tylko o tym, żeby zaciągnąć pierwszą lepszą dziewczynę do łóżka. A ja nie byłam z tych. I nigdy nie miałam zamiaru być. Wchodząc do klubu uderzyło mnie ciepło płynące z jego wnętrza. Okazało się, że mój kochany braciszek już się z kimś tutaj umówił więc zaraz po wejściu skierował się na lewo a my poszłyśmy do baru. Brak czujnych oczu Kuby w pobliżu bardzo mi odpowiadał więc nie skomentowałam jego zachowania ani słowem. Zamówiłyśmy z Wiką mocne drinki. Ta idiotka od razu zaczęła szczerzyć się do barmana. Po dwóch głębszych zakomunikowała, że nie będzie tracić czasu i idzie na parkiet. Dla mnie to było jeszcze za szybko. Zamówiłam więc kolejnego drinka, wzięłam szklane naczynie do ręki i odwróciłam się tyłem do baru. Omiotłam spojrzeniem cały klub. Wika bawiła się na parkiecie z wysokim mężczyzną o ładnej, ciemnej cerze. Nie widziałam dokładnie jego twarzy ale po ruchach zauważyłam, że trzyma się na nogach i nawet się nie chwieje. To dobrze. Jeśli cały wieczór spędzi w takim towarzystwie będę bardzo zadowolona. Postanowiłam, że nie będę dużo pić. Dziś był dzień Wiktorii więc musiałam przygotować się na ewentualność ogarniania jej do samego rana. Znalazłam miejsce w kącie i szybko się tam przemieściłam. Zanim tam dotarłam zauważyłam chłopaka, który zajął wcześniej upolowane przeze mnie miejsce. Mimo to podeszłam bliżej. 
- Ja tu chciałam usiąść - uśmiechnęłam się ciepło. A jednak. Mam szczęście. Czas naprawić błędy. Spojrzał na mnie tymi swoimi oczami. Chwilę później na usta wpłynął mu szeroki uśmiech. 
- Zmieścisz się - powiedział przesuwając się. Niewiele myśląc usiadłam obok - los znowu stawia Cię na mojej drodze. 
- Albo ciebie na mojej - spojrzałam na bruneta zalotnie. Był tak cholernie przystojny. Jeżeli nie weźmie dziś ode mnie numeru to sama mu go wepchnę. Postanowione. 
- Zatańczymy? - wyciągnął do mnie rękę. Skinęłam głową na zgodę i ruszyliśmy na parkiet. Nigdy z nikim tak dobrze mi się nie tańczyło. Fabian nie był nachalny. Po pewnym czasie poczułam jego ręce na moich biodrach. Jego delikatny dotyk, kiedy muskał moje dłonie sprawiał, że jeszcze bardziej żałowałam tego, iż nie dałam temu szansy wcześniej. Przy wolniejszym tańcu odwrócił mnie lekko w swoje stronę. Patrzyłam w jego oczy i czułam przesuwającą się dłoń Drzyzgi po moim policzku. Zanurzając ją w moje blond włosy nachylił się i swoimi ciepłymi ustami musnął moje czoło, a moje nogi mimowolnie się pode mną ugięły. 
- Obiecaj, że już nigdy mi nie uciekniesz - szepnął do mojego ucha. Odsunęłam się od niego, spojrzałam w jego oczy i wspięłam się na palce. 
- Obiecuję - powiedziałam i musnęłam jego wargi. 




________________________________
Dzień dobry. Jest i kolejny. Miał być dłuższy ale bardzo chciałam zakończyć go takim akcentem. Mogę tylko zdradzić, że w następnym rozdziale będzie ciąg dalszy tej akcji. Trochę podkręcimy temperaturkę, nie?  :)

Jesteście? Dajcie o sobie znać w komentarzu. Bo bardzo motywuje a mi motywacji teraz szczególnie potrzeba. 

Wasza Ivy <3